wychowaj szczęśliwe dziecko

Schron

„Kobieta ujrzała las z daleka. Tak właśnie jej mówiono – najpierw zobaczysz las, droga się tam kończy, na końcu drogi będzie szlaban i budka wartownika,wszystko monitorowane. Kobieta zobaczyła przy szlabanie ochroniarza.
– Hej, chłopcze! To droga do Schronu? – zapytała kobieta.
– Tak, – odparł ochroniarz, – A pani do kogo?
– Do kogo trzeba, – burknęła kobieta i obeszła szlaban, – nie zatrzymasz mnie nawet czołgiem.
– Niech pani poczeka, – poprosił chłopak. – Nikogo nie zatrzymujemy. I nie mamy czołgów. Wręczamy tylko instrukcję.
– Nie trzeba, – dumnie odparła kobieta. – Ja sama mogę każdego poinstruować. Powiedz dokąd mam iść i już.
– Tam, – ochroniarz machnął ręką w stronę lasu. – Proszę iść. I tak pani wróci po instrukcję. Ale to nic, jesteśmy tu przez całą dobę.
Kobieta wróciła po dwóch godzinach, nieco pomięta i podrapana.
– Nic pan nie mówił, że się tam nie da przejść! – napadła na ochroniarza z pretensjami.
– Powiedziałem przecież, że instrukcja potrzebna… – westchnął ochroniarz. – Niech pani wejdzie do budki, opatrzę pani zadrapania…
– Sama sobie poradzę! – rzuciła się kobieta, wyrywając maść z rąk ochroniarza.
W budce było czysto i przytulnie. Stół, krzesła.
– A kogo pani tam ma, w Schronie, – zapytał ochroniarz współczująco.
– Syna. Z rodziną. Z żoną i dwójką dzieci.
– Od dawna tam są?
– Już prawie dwa lata.
– A skąd pani wie o Schronie?
– Od przyjaciółki… Jej córka tam mieszkała, długo, prawie 10 lat. Ale ją znalazła i sprowadziła z powrotem. Teraz już jest dobrze.
– To dobrze, że dobrze… Co pani wie o Schronie?
– Co mam wiedzieć? Wiem, że to takie miejsce, dokąd dzieci uciekają od rodziców. Ciężko tam trafić. Ale można. I sprowadzić ich do domu też można. To wszystko, co wiem.
– Mało pani wie… Po to właśnie Schron, żeby się chować przed wszędobylskimi.
– To niby pan o mnie? Że niby ja jestem wszędobylska? Jak pan śmie??? Jestem matką!!! Ja to ścierwo w mękach rodziłam, karmiłam, poiłam, wychowywałam, nie dojadałam, nie dosypiałam, a on zwiał do Schronu!
– A jakby panią ktoś poniżał?
– Zaraz poniżał! Matka jestem! Wolno mi! Tyle poświęciłam.
– Wie pani, że jeśli kobieta poniża mężczyznę, to jakby go kastrowała. Nawet jeśli to matka. A może zwłaszcza, jeśli matka…
– Co ty gadasz! To jedyny mężczyzna, jakiego kocham w życiu! Reszta to dranie, zdrajcy, psy, hołota!
– Pani syn to też przecież mężczyzna, – zauważył ochroniarz. – A pani tak o nim…
– W życiu mu tego nie powiedziałam!
– Nie musi pani mówić, to się czuje bez słów.
– Niech mi odda dług, to jego święty obowiązek!
– Jaki dług? Niech pani mówi, ja mu przekażę.
– Życie mi jest winien! Ja za niego życie oddałam, a on uciekł, zdrajca! Ale ja go dorwę!
Drzwi się otworzyły i do budki weszła druga kobieta, starsza nieco od pierwszej.
– Dzień dobry, ja do Schronu… Syna tam mam… z rodziną.
– Od kiedy?
– Od dwóch lat. Sama go tam zagoniłam. Swoją troską nadmierną. Całe życie mu poświęciłam, chuchałam-dmuchałam, lekcje odrabiałam za niego, każda wolną chwilę z nim spędzałam. A potem wydoroślał, a ja się poczułam zbędna. Ożenił się, no to postanowiłam udowodnić, że beze mnie sobie młodzi rady nie dadzą. Opiekowałam się nimi, doradzałam, gotowałam. A jak się wyprowadzili, to codziennie do nich jeździłam. Jak na urlop wyjeżdżali, to chorowałam z tęsknoty, dzwoniłam do syna, że umieram, żeby przyjechał. A on wszystko rzucał i jechał…
– Naprawdę rzucał wszystko? – spytała pierwsza kobieta z zazdrością w głosie.
– Ano rzucał, póki go żona nie rzuciła. „Wybacz, powiedziała, ale ożeniłeś się ze swoją mamą, a ja z nią w szranki stawać nie będę”. Rozwiedli się. Nie rozumiałam wtedy, że im rodzinę rozbiłam, jak klin tkwiłam tam bez przerwy. Potem syn poznał inną kobietę. Ale się ucieszyłam! Znowu zaczęłam im życie urządzać, doradzać…
– I wtedy syn odszedł do Schronu? – wtrącił ochroniarz.
– Odszedł. Wszyscy odeszli, wnuków zabrali. Sama zostałam. Najpierw się obraziłam śmiertelnie, potem zaczęłam myśleć, co ja takiego narobiłam… Dlaczego syn uciekł do Schronu?
– Domyśliła się pani? – spytał ochroniarz.
– Tak, synku, domyśliłam się… Teraz wiem, że rodzona matka może stać się okupantem, jeżeli ciągle granice przekracza. Rodzina to suwerenne państwo – wymaga szacunku.
– Ale to pani syn! – oburzyła się pierwsza kobieta. – Winien jest pani do grobowej deski!
– Nie chcę żadnych grobowych desek – ani jego, ani swoich. On ma swoje życie, ja swoje, a spotkać się możemy zawsze, jak wszyscy zechcemy. A za radość i szczęście, co mi syn dał, rachunku wystawiać nie będę. Przyszłam przeprosić, może wrócą.
– A jak syn nie zechce z panią rozmawiać? – zapytała pierwsza.
– To nic, ja jestem na to przygotowana. Może tak być. Wówczas drugi raz przyjdę. A jak nie będzie chciał, to trudno, widać tak ma być. Byleby był szczęśliwy.
– No to niech pani idzie, – ponaglił ochroniarz. – Bo późno się robi, zaraz się ściemni. – A pani też idzie? – zapytał pierwszą matkę.
– Nie, ja się jeszcze zastanowię. Za wcześnie chyba się wybrałam do tego Schronu…
Ochroniarz odprowadził wzrokiem dwie kobiety. Jedna ruszyła w stronę Schronu, a druga – w stronę wyjścia.
A w Schronie tymczasem dyżurny krzyczał:
– Hej, Jankowi przekażcie, że matka do niego idzie!
I wszyscy się cieszyli, ponieważ nawet w Schronie każdy przez cały czas potajemnie czekał, aż pewnego razu przyjdą rodzice i nareszcie można będzie normalnie porozmawiać i zrozumieć siebie nawzajem. I można będzie ich przytulić i wyszeptać długo skrywane słowa: „Mamo, tato, tak nam ciebie brakowało!”

Na motywach opowiadania Iriny Sieminoj.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: